windows odpala się dłużej niż moje gentoo, a jest to czysta instalacja plus ms office… żenua, drodzy państwo, ale jakoś mnie to nie dziwi…
do zmartwień dochodzi jeszcze ledwo kulający się net – dopiero jutro rano zostanie przywrócony do normalności (mam taką nadzieję), bo coś moja kablóweczka szwankuje od paru dni. z tejże przyczyny (duże packet lossy, a co za tym idzie wielgaśne lagi) nie gram i nie ćwiczę.
brak netu ma również swoje dobre strony – kończę prezentację dla asi, ale jest to też utrudnione z powodu kiepsko działającej sieci, z której wyszukuję zdjęcia etc. zanosi się dzisiaj na krótki sen, bo muszę to skończyć przed piątkiem…







