Tag archives: imprezy

Heineken Open’er Festival 2007

Trochę się w ostatnim czasie wydarzyło. Pojechaliśmy z Kasią i znajomymi na Heineken Open’er Festival w Gdyni. Było bardzo sympatycznie, chociaż aura nie dopisała. Dojechaliśmy pociągiem, zadokowaliśmy się w akademikach Politechniki Gdańskiej i stamtąd wyruszyliśmy na pierwsze piątkowe koncerty. Nie szczędząc piwa i innych atrakcji kulinarnych wylądowaliśmy, gdy grała już Groove Armada. Ja za nimi specjalnie nie przepadam, więc udałem się z żoną mą, Katarzyną, do ogródków piwnych, gdzie raczyliśmy się szczochem Heinekenem. Później było Sonic Youth, które obejrzałem, powiedzmy, w połowie no i na koniec The Roots. Dali na prawdę dobry koncert, po którym zwinęliśmy się do lokum w Gdańsku.

Następny dzień (sobota) należał do przepięknej deszczowej pogody. W południe odwiedziliśmy plażę w Gdańsku, gdzie złapało nas konkretne oberwanie chmury. Od tego momentu już lało praktycznie non stop, z przerwami na piwo. Wróciliśmy do akademika i pospieszyliśmy na sobotnie koncerty. Po wyjściu z autobusu w zasadzie nie mieliśmy po chwili nic suchego na sobie. Dopiero na Beastie Boysach przestało padać. W miarę chłopakom udało się rozgrzać publikę, ale koncert w sam sobie nie był rewelacyjny. Gdyby nie grali hiciorów (no ale co mogli grać na takiej imprezie ;)), to było by kiepsko. Po nich zagrali Muse, który to live act oceniam najlepiej ze wszystkich, na których byłem. Koncert na prawdę fantastyczny. Wspaniałe wizualizacje i na szczęście bez opadów. Kawał dobrej muzy. Humor tylko odbierało wszędobylskie błoto, mokre buty i ubrania. No taki urok koncertów pod chmurką…

Krótko po zakończeniu koncertu Muse poszliśmy do domu. Pominę już dantejskie sceny w autobusie i kolejce SKM, do których po prostu dostać się było sztuką. W domu wylądowaliśmy około 6 rano i padliśmy do łóżek. Niestety cała ta pogoda, wszędobylskie błoto i zmęczenie dały nam się we znaki w niedziele, ponieważ odpuściliśmy sobie te ostatni koncerty (Bloc Party i Bjork), no ale świat się nie kończy i pewnie kiedyś ich jeszcze w naszym pięknym kraju zobaczymy.

Krótko mówiąc, wyjazd bardzo udany, jeśli chodzi o zabawę, ale kompletnie zwalony, jeśli mowa o pogodzie. Mogliśmy wziąć kalosze. Podczas którejś z rozmów przy piwnym ogródku, dowiedzieliśmy się, że ceny gumiaków wywindowali nawet do 100 zł za parę, więc zbili na tym pewnie niezły interes :)

historia stolika z ikei

tak to mniej więcej wyglądało w moich oczach:

[19:15:01] stemer: myśmy z xxx polecieli do ikei
[19:15:09] stemer: stolik kupić, bo mi rozjebał :D
[19:15:11] stemer: usiadł na nim :D
[19:15:18] stemer: no i potem do niego wróciliśmy
[19:15:27] stemer: i mieliśmy iść na imprę do xxx
[19:15:33] stemer: ale oni też chorzy
[19:15:46] stemer: na początku zapraszali, ale później odprosili :D
[19:16:00] stemer: no i napierdalałem z tym stolikiem z ikei przez całą cytadelę
[19:16:08] stemer: wcześniej u xxx jeszcze zapodaliśmy bakens
[19:16:14] xxx: tak przytył ? :D
[19:16:17] stemer: potem jakieś alki z barku wyciągnął
[19:16:31] stemer: więc wiesz, się nieco zajebaliśmy już na wstępie :d
[19:16:40] stemer: potem poszliśmy na most kolejowy nad wartą
[19:16:47] stemer: oczywiście z pierdolonym stolikiem z ikei :D
[19:16:53] xxx: to on się po ślubie zupełnie nie uspokkoił widzę
[19:16:57] stemer: następnie nad samą wartę
[19:17:03] stemer: gdzie skosztowaliśmy znowuż ;)
[19:17:06] stemer: i do mnie na film
[19:17:15] stemer: gdzie zaczęliśmy obalać kolejne browary
[19:17:23] stemer: kurwa, tak się porobiłem że ja pierdolę
[19:17:33] stemer: a xxx chciał mnie do pizzerii wyciągnąć
[19:17:37] xxx: kurna, te poznanskie imprezy :)
[19:17:43] stemer: gdzie byśmy wyglądali jak dwa geje
[19:17:55] stemer: OCZYWIŚCIE Z DODATKOWYM ELEMENTEM POD TYTUŁEM STOLIK Z IKEI :d
[19:19:10] xxx: faken, “impreza ze stolikiem”, tego jeszcze nie było
[19:19:37] stemer: i zgadnij, jaki kolor kupiliśmy :D
[19:19:44] xxx: zielony !
[19:19:50] stemer: BINGO! :D
[19:19:53] xxx: hehe
[19:20:03] xxx: bo już się nad różowym zastanwiałem :p
[19:20:14] stemer: no weź :D

the cinematic orchestra

29 listopada wybraliśmy się na koncert the cinematic orchestra. było zacnie, aczkolwiek nie zachwycająco (dla mnie), ale monia i staniol twierdzą, że byli w siódmym niebie. dla mnie osobiście nie wywarło to aż takiego wielkiego wrażenia.

pstryknąłem trochę niezbyt udanych fotek. są dostępne tutaj.