Tag archives: linux

Co ma piernik do wiatraka?

Komputer Kasi jest poligonem doświadczalnym dla różnych dystrybucji Linuksa ;). Dzisiaj chciałem ściągnąć Arch’a. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy wyniki wyszukiwania zaprezentowały się następująco:

Zrzut ekranu - Arch Linux w Google

Rozumiem, co to są linki sponsorowane, ale żeby otrzymać coś takiego bezczelnego? :)

Enemy Territory Quake Wars na Linuksa

Kilka tygodni po premierze wersji dla Windows pojawił się wreszcie do ściągnięcia instalator na Linuksa. Należy oczywiście posiadać oryginalną grę, chyba że nie chcemy grać w sieci. Rozgrywka z botami może jedynie służyć nauczeniu się mapy i ogólnych zasad rozgrywki natomiast od samego początku była to gra nastawiona na rywalizację w sieci.

W pełnej wersji gry mamy oczywiście więcej map i poprawione bugi, ponieważ dostępny jest już patch 1.2. Wszystko o wersji dla Linuksa przeczytacie i ściągniecie stąd. Użytkownicy Gentoo znajdą ebuild tutaj.

Grzebałem już w konfigu do gry, żeby dało się grać płynnie, ale wielkich cudów nie osiągnąłem. Po prostu mój sprzęt jest na tą grę za słaby. Posiadaczy leciwych Athlonków XP muszę zmartwić – szykujcie się na zmianę procesora. Ta gra dobrze chodzi na jakimś rozsądnym 64 bitowcu, 2 gigabajtach ramu oraz karcie graficznej w okolicach serii 8000 (nVidia). Wówczas rozgrywka jest płynna.

Dodatkowo należy wprowadzić kilka modyfikacji w kernelu (jeśli ich wcześniej oczywiście nie mieliśmy):

Processor type and features > Preemption Model > Preemptible Kernel (Low-Latency Desktop),
Processor type and features > Preempt The Big Kernel Lock,
Processor type and features > Timer frequency > 1000 HZ.

Wybieramy powyższe opcje wkompilowując je na stałe do jądra.

Strogg! Strogg! Strogg!

Przedwczoraj światło dzienne ujrzało demo Enemy Territory: Quake Wars na Linuksa. Jakże cieszy fakt, że pojawiło się ono parę dni po oficjalnej premierze na Windows.

Na grę czekałem długo i grając w demo nie zawiodłem się. Jako gracz ET nie mogłem po prostu odmówić sobie wypróbowania nowego tytułu ze stajni Splash Damage. Bez zbędnych ceregieli – gra osadzona jest w przyszłości, gdzie wredni Stroggowie zaatakowali Ziemię, której bronią siły GDF. Klasy postaci, występujących w grze nie zostały zmienione w stosunku do starego ET. Mamy oczywiście medyka, inżyniera, field opa, szpiega i zwykłego żołnierza, ale jak przystało na futurystyczne klimaty, dostaliśmy nowe bronie, budynki i przede wszystkim pojazdy (które możemy prowadzić z mniej lub bardziej zabójczym skutkiem).

Grając na ogólno dostępnych serwerach rozgrywka przypomina typową masakrę FFA (Free For All), jaka towarzyszyła początkom ET. Mam na myśli fakt, że praktycznie nikt nie wykonuje tzw. objective, czyli zadań, dzięki którym misja posuwa się do przodu, tylko po prostu strzela do przeciwnika z dość wyszukanej pozycji kampera. Wygląda to mniej więcej tak, że biegnąc naprawić most na mapie Valley, praktycznie zawsze zostajesz zabity przez snajpera, nie mając nawet czasu na namierzenie go. Tego typu rozgrywka to nic innego jak zwykły Team Deathmatch, który miejmy nadzieję szybko się skończy. No ale czego wymagać od ludzi, którzy na razie poznają grę i od serwerów, na których może grać średnio ok 30 osób naraz? Prawdziwa przyjemność z grania to pojedynek klanowy, gdzie w zespole gra po sześciu zawodników. Już zresztą takie rozgrywki mają miejsce. Dodatkowo powoli powstają zasady tego typu meczy, które spowodują, że będzie to bardziej zrównoważone starcie – propozycje znajdziecie tutaj. Bez tych reguł gra dosyć szybko może zniechęcić. Miejmy nadzieję, że powstaną też zasady rozgrywek publicznych, bo w chwili obecnej przy założeniu, że każdy gracz publicznego serwera ma mniej więcej równy poziom gry (w stosunku do innych graczy) to wygrywają Stroggowie ze swoimi maszynami i broniami.

Jeśli chodzi o wymagania sprzętowe – tutaj niestety posiadacze starszych maszyn będą mieć problem. Procesor Intel Pentium 4 2.8 Ghz lub AMD Athlon XP 2800+ to niezbędne minimum (ja niestety męczę się na Athlonie XP 2000+ – nie pytajcie jak to chodzi :D). Pamięć 512 MB i karta grafiki od NVIDIA Geforce 5700 lub ATI Radeon 9700 w górę, przy czym przy tych minimalnych wymaganiach grać się płynnie po prostu nie da. Trzeba będzie zainwestować w nowy procesor, pamięć i płytę główną…

Dla Gentoo powstał już ebuild dla wersji demo. Teraz tylko pozostaje czekać na natywną pełną wersję na pingwina.

Sprawdzanie pisowni w OpenOffice

Wpis raczej ku pamięci, bo pewnie większość zna ten myk. Ja nie znałem :)

Żeby działało nam sprawdzanie pisowni w OpenOffice należy:

  • zainstalować app-dicts/myspell-pl
  • wpisać eselect oodict set myspell-pl

I to wszystko. Oczywiście można używać większej ilości słowników. eselect oodict show pokaże nam wszystkie zainstalowane w systemie.

Nowa (stara) płyta główna

Jakoś czasu nie miałem, żeby o tym napisać. Otóż niedawno zostałem obdarowany (jak to zwykle z tym sprzętem) spadkiem po tacie w postaci płyty głównej. Tak jak operacja wymiany płyty głównej pod Windows kojarzy się tylko i wyłącznie z przeinstalowaniem całego systemu (w przypadku różnic w chipsecie), tak pod Linuksem oczywiście nie było takiej konieczności. Należało tylko dorzucić kilka opcji do kernela (wcześniej miałem VIA KT133, a teraz KT600) dotyczących sensorów temperatury i napięcia oraz sterowników do RAID i system wstał bez zająknięcia.

Jak się okazało, płyta posiada nawet niezłe możliwości podkręcania, w które jeszcze się nie bawiłem, ale na pewno temat zgłębię. Na razie po pierwszych próbach pierwsze słabe ogniwa to karta graficzna i sieciowa. Przy dość wyśrubowanych ustawieniach X serwer co prawda wstał i działał, ale na ekranie zamiast GDM pojawiła się masa artefaktów – trochę przedobrzyłem ;). Jeśli chodzi o kartę sieciową, to po podkręceniu nie chciała za pierwszym razem wystartować. Udało się po ręcznym uruchomieniu z konsoli, ale to dla mnie trochę zbyt duże ryzyko. Trzeba będzie posiedzieć nad tymi ustawieniami.

Zysk prędkościowy po wymianie jest zauważalny, aczkolwiek bez jakiś większych rewolucji. W końcu procesor mam ten sam (już nieco go podkręciłem), tylko częstotliwość magistrali jest większa.

W każdym bądź razie mogę na razie nieco odwlec w czasie zakup nowego sprzętu. Zobaczymy, co można wyciągnąć jeszcze z tego.

Z mego ostatniego życia (ale nie takiego końcowego, co nie?)

Będzie to wpis skompresowany, zawierający wszystko w pigułce, bo oczywiście znowuż zaniedbawszy swego webloga ostatnimi czasy…

Jak zwykle w takiej chwili obiecuję wielką poprawę i przerwa dłuższa niż kilka dni się nie powtórzy. Jeśli mam być szczery, to już planowałem kilka wpisów i kupa z tego wyszła.

Miał być wpis o Pidginie, na którego ostatnimi czasy się przesiadłem. A owszem, porzuciłem Gajima po tym, jak admin Chrome nieco pofolgował ze swoim ludem. Wtajemniczeni wiedzą, o co biega, niewtajemniczeni sobie poguglają ;P. Generalnie postanowiłem oddzielić się od transportów GG i Tlena w Jabberze na rzecz multikomunikatora, który posiada niezależne wtyczki do wielu sieci IM. Zainstalowałem Pidgina i na prawdę miło mnie zaskoczył – to co kiedyś było Gaimem z topornym interfejsem, w chwili obecnej wyewoluowało w bardzo sympatyczny i wygodny komunikator. Owszem, jest w nim jeszcze wiele rzeczy, które mnie wkurzają (np autoaway powinien wg mnie działać przy wybranych statusach, a nie przy wszystkich), ale to takie małe szczegóły, które prędzej czy później zostaną pewnikiem zaimplementowane, a jeśli nie, to stanę się upierdliwym feature requesterem ;D.

Miał się pojawić wpis o przeprowadzce (kolejnej :]) Moni, Agi i Staniola, z którymi zamieszkał też Kosmos, ale oczywiście też zabrakło czasu. A czasu zabrakło przez to, że oczywiście przeprowadzili się blisko mnie. ZA BLISKO ;) w związku z tym… No wiecie…

Co w muzycznym światku (tak, o tym też miał pojawić się wpis)? Męczę najnowszą płytę Biffy Clyro, która niestety nie jest tak genialna jak poprzednie ich dokonania, ale daje radę. Poza tym jeszcze duuużo innej muzy, o której dowiecie się z mojego Last.fm. Ostatni hicior to (Tell Me) Who You Are wykonywany przez Bohemę. Dobra, acz już nie nowa rzecz. Dobry rokendrolik :).

Heineken Opener Festival – tak, wszystko wskazuje na to, że tam mimo wszystko będę (a miało być niestety inaczej). I nawet za friko – dzięki Karola :).

Na koniec życie prywatne – aż tak prywatne, że o nim nie piszę, a jest co pisać, bo przecież nadal jestem z moją Kasią, która z dnia na dzień okazuje się coraz lepszym aniołem i aż normalnie dziwnie mi, że jest tak dobrze. Zero kłótni, nieporozumień i tego typu rzeczy. Po prostu pięknie cały czas. Trzymam się tego i będę jeszcze ho ho ho albo jeszcze dłużej.

Coś jeszcze? Hmm, mamy Gentoo 2007.0, Gnome 2.18 unstable w portkach czyli jest fajnie.

Tyle. Idę postrzelać z resztką Dziadków. Siema.

Umarł lis, niech żyje lis?

Firefox jest wg mnie dobrą przeglądarką, ale jeśli chodzi o szybkość działania, to czasami pozostawia wiele do życzenia. W porównaniu do Opery, jest po prostu ślimakiem – czas uruchomienia, przełączanie między tabami i ogólna powolność działania na starszych komputerach jest, krótko mówiąc, niezadowalająca.
Buszując po sieci znalazłem Switfoxa. Jest to Firefox skompilowany pod dany procesor z wykorzystaniem niezbyt agresywnych flag kompilatora z dodatkowymi ustawieniami w about:config, powodującymi, że przeglądarka działa zauważalnie szybciej. Przede wszystkim ładuje się krócej, a i przełączanie między tabami jest szybsze. Jeśli chodzi o szybkość renderowania strony, to nie ma tutaj aż tak widocznego kopa, ale to i tak znacznie lepiej, niż było.
Jedyna wada (a może zaleta? :)) to to, że Swiftfox jest tylko na Linuksa.

Z ostatnich dni / tygodni

Pokój wymalowany – na zielono-pizdacjowo. Pogierkowską ogromszafę rozkręciłem i czekam na gratowóz. Szafki, co kiedyś białe były – teraz są kupobrązowe. Jest ładnie. Pięknie. Mi się podoba. Jej się podoba. Czego chcieć więcej? O Niej w następnym wpisie, bo zasługuje na znacznie więcej, niż sąsiedztwo wymalowanego pokoju i nowe Gnome 2.18. Tak – wyszły nowe Gnomy i już doczekać się nie mogę ebuildów w Portage. Tymczasem stwierdziłem, że zostałem ofiarą Wielkiego Gogla. Google Mail, Google Reader, Google Picasa, Google Calendar… Ech boję się zajrzeć do lodówki, hyh. Google kopie dupcię.

Kiedy Evolution zawodzi

Post raczej ku pamięci. Zdarzyło mi się wczoraj, że Evolution klękł, a po ponownym uruchomieniu zaczął sypać komunikatem: “Niezgodność folderu z zestawieniem, nawet po synchronizacji” (”Summary and folder mismatch, even afer a sync”).
Rozwiązaniem tego problemu jest usunięcie wszystkich plików indeksu. Robimy to w ten sposób:

$ find ~/.evolution/ -name “*.ev-summary” -print0 | xargs -0 rm -rf

Wcześniej oczywiście należy wyłączyć wszystkie konta w Evolution i zamknąć sam program. Po ponownym uruchomieniu zostaną utworzone nowe pliki indeksów i można wówczas bezpiecznie włączyć konta.

Listen

Od dłuższego czasu jakoś byłem znudzony moim ulubionym odtwarzaczem muzyki – Quod Libetem. Na szczęście znalazło się kilka alternatyw. Wypróbowałem Exaile, który rzekomo miał być Amarokiem dla Gnome, ale nic z tego nie wyszło. Nie przypadł mi do gustu. Zerknąłem na Banshee, ale ten znowuż klękał, kiedy miał mieć do czynienia z moją kolekcją muzyki. Po prostu ni stąd ni z owąd wywalał się. Nie wiem czy winą były tagi, rozmiar biblioteki muzycznej, czy coś innego. Pożegnałem się z nim szybko. Rhythmbox – program prosty i funkcjonalny, ale okazało się, że jednak zdarzają mu się zawieszki. Drogą eliminacji na moim desktopie zagościł Listen.

Posiada w chwili obecnej wszystko, czego oczekuję od odtwarzacza muzyki – odgrywa pliki i radia internetowe. Zaciąga na życzenie okładki, jeśli nie znajdzie w katalogu z płytą. Oczywiście jest wyszukiwanie słów utworu, informacji na Wikipedii oraz raportowanie do Last.fm, edycja tagów i duże możliwości w tworzeniu i zarządzaniu playlistami. Oczywiście są i powiadomienia o odgrywanym utworze (zarówno OSD jak i tray).

Ten wspaniały player znajduje się oczywiście w Portage Gentoo, co prawda na razie oznaczony jako niestabilny (~). Mi się na razie jeszcze nie wyłożył, aczkolwiek miałem z nim jeden problem. Program nie chciał się uruchomić, kiedy w systemie miałem zainstalowany pakiet dev-python/dbus-python w wersji 0.80.1. Wszystko działa jednak okej na jego starszej wersji (0.71) więc wystarczy, że do /etc/portage/package.mask dopiszemy =dev-python/dbus-python-0.80.1.

A odtwarzacz wygląda tak:

Listen